Witam,
Na początku chciałabym przeprosić za nieobecność na blogu (to już prawie tydzień). Przeraziłam się gdy zobaczyłam datę ostatniego posta, więc postanowiłam napisać POOST!
Już jedna osoba wysłała mi e-mail z problemem który mam rozwiązać! (tak wiem, dla was może wydawać się to mało jak na 6 dni) Dziękuję za aktywność na blogu, i ogólnie za komentarze które dają mi energię do dalszego pisania postów dla was. Wiem, że jeżeli piszecie komentarze, to jednak odwiedzacie ten mój mały zakątek w wielkim internecie. Ale dzisiaj, jestem tutaj po to, aby przedstawić wam problem anonimowego użytkownika. Tutaj, czytelnik prosił aby zachować tą anonimowość więc nie będę ujawniać imienia i nazwiska. No to.. zaczynamy!
Temat : Mój problem z akceptacją w szkole i klasie.
Treść :
Mam 14 lat, no i jestem w nowej szkole, a co to tego idzie - w nowej klasie. Na początku było dobrze, chociaż jestem nieśmiała, cicha i spokojna to starałam się nawiązać jak najwięcej znajomości żeby było mi łatwiej z chodzeniem do szkoły. Od razu wszyscy zaczęli się poznawać, zaczęły się robić tzw. ''grupki'', a ja zawsze byłam z boku... nie należałam do żadnej z grup. Gdy chciałam z kimś porozmawiać, od razu cała grupa mnie atakowała. Z taką siłą nie ma żartów. Gdy raz zagadałam pewną ''szarą myszkę'', zaczęłyśmy się przyjaźnić. Wreszcie miałam z kim porozmawiać, pośmiać się... Do czasu, kiedy do naszej klasy doszła pewna dziewczyna. Była bardzo ładna, ale dziewczyny z grupki ''popularnych'' jej nie przyjęły, bo najzwyczajniej w świecie były o nią zazdrosne. Więc zaprzyjaźniła się ona z moją przyjaciółką. Od początku byłam o nią zazdrosna. Asia (bo tak miała na imię ta nowa dziewczyna) zaczęła się podlizywać do mojej przyjaciółki (Eweliny). Zostały psiapsiółkami... A ja, jako nieśmiała dziewczyna znowu odsunęłam się w kąt. Nawet gdy próbowałam być odważna, i podejść do Asi i Eweliny, one zaczęły mnie wyśmiewać. Zaczęły się na mnie wyżywać. Nie była to przemoc fizyczna, bo nie szarpały mną i nic w tym stylu. Zaczęły się ze mnie wyśmiewać. Naprawdę mam już dosyć tego wszystkiego, że tak się przytrafiło akurat mnie i to w nowej szkole. Nikt nigdy nie chce mnie przyjąć do grupy gdy klasa robi projekt. Ostatnio na lekcji prawie się rozpłakałam gdy usłyszałam co mówiła na mój temat Ewelina - o tym ze jestem głupia itd. W szkole udaje twardą i staram się zachować poważna minę, ale jak przyjdę do domu płacze jak ostatni tchórz bo nie wiem co robić. Mówiłam o tym mojej mamie, ale ona mówi że wyolbrzymiam i że nie mam w ogóle problemów (nie wiem co to prawdziwe problemy) itp. Jestem tym wszystkim zmęczona i boje się każdego dnia chodzić do tej szkoły. Nie wiem o co im chodzi, przecież z wyglądu nie jestem zła , zawsze dbam o siebie. Zoe, proszę - pomóż mi! Ja tak dłużej nie mogę...
Odpowiedź (rada) :
Nikt nie może ci mówić że nie masz problemów. Każdy ma problemy! Niezależnie od wieku, są to większe lub mniejsze problemy. Co do twojej nieśmiałości, to spróbuj ją przezwyciężyć! Jak? --> tu masz odpowiedź :) Musisz być bardziej śmiała. Ludzie wolą osoby zabawne, miłe, pomocne, które są wspaniałymi przyjaciółmi, ale nie lubią się zadawać z ludźmi którzy szczerze nie wiedzą co chcą. A teraz pomówmy o tym, że istnieją granice pomiędzy wykorzystywaniem, a pomaganiem. Jeżeli chcesz pomagać, to na przykład pomóż koleżance/koledze w lekcjach, ale nie odrabiaj za niego całej pracy domowej. Na sprawdzianach lub kartkówkach nie daj ''odpisać'', osobom z twojej klasy może się to nie spodobać - ale nie będziesz mieć przez to później problemów i co najważniejsze - nie będziesz wykorzystywana. Gdy zaczynają się z ciebie śmiać, nie bierz tego do siebie (przekonałam się na własnej skórze co to znaczy brać wszystko do siebie). Zacznij się śmiać z ich żartów, a jeżeli śmieją się z ciebie ---> rzuć jakąś ciętą ripostą, która zaklei im usta. Nabiorą do ciebie szacunku - i może niedługo znajdziesz się w gronie popularnych osób?
Młodzież może się z ciebie naśmiewać, krytykować cię - ale posiada również piękną cechę - gdy jej zaimponujesz nabierze do ciebie szacunku.


Nareszcie! Już się bałam, że zrobiłaś z tym blogiem to samo co z Twoim poprzednim - porzuciłaś go. Ale na szczęście się myliłam :) I masz rację - dystans do siebie może zlikwidować wiele problemów :)
OdpowiedzUsuńMiałam taki zamysł o porzuceniu... ale jestem! Przekonałam własną duszę że muszę pisaaać! Już pracuję nad następnym postem.. :)
Usuń